Najnowsze mś w świecie Score

Borgetti kwestionuje, czy Anglia naprawdę zasłużyła na ucieczkę z Azteki

Borgetti kwestionuje, czy Anglia naprawdę zasłużyła na ucieczkę z Azteki

Po chaotycznym zwycięstwie 3:2 na MŚ w Mexico City Anglia awansuje do spotkania z Norwegią, podczączkową walkę do końca. Dwa gole <a href="__NEWS_ENTITY_LINK_2__">Jude'a Bellinghama</a> oraz rzut karny <a href="__NEWS_ENTITY_LINK_3__">Harry'ego Kane'a</a> zaprowadziły drużynę <a href="__NEWS_ENTITY_LINK_4__">Thomasa Tuchela</a> do ćwierćfinałowego spotkania z Norwegią, jednak emocje panujące w meksykańskim futbolu sugerowały, że debata dopiero się zaczyna. <h2>Wieczór rozstrzygnięty skutecznością</h2> Z trybun rytm meczu był nie do pomylenia. Meksyk przez długie odcinki kontrolował grę, celowo pressował i jeszcze bardziej rzucał się do ataku, gdy Anglia grała w dziesięciu. Współgospodarze zakończyli spotkanie z 18 strzałami, z czego sześć lub siedem było celnych, dominując na boisku i wywierając stałą presję, która zazwyczaj łamie drużynę gości na dużym turnieju. Anglia, przeciwnie, wypadała skutecznie, a nie dominująco. Strzelili trzy gole z mniej więcej czterech lub pięciu prób — wskaźnik skuteczności, który z meksykańskiej perspektywy wydawał się niemal okrutny. Pickford i obrona pochłonęli atak za atakiem, Bellingham wykorzystał swoje momenty ze spokojem zawodnika stworzonego na takie wieczory, a karny Kane'a dodał tego rodzaju doświadczonego autorytetu, na którym Anglia polegała przez cały mundial. Ten kontrast — intensywność kontra precyzja — sprawił właśnie, że mecz na Aztece wydawał się tak pełen napięć. Meksyk nie został w sensie ogólnym przewyższony w grze; przegrał w momentach, które miały znaczenie. Za każdym razem, gdy kibice gospodarzy wyczuwali, że dynamika zmienia się na ich korzyść, Anglia znajdowała wystarczającą strukturę, by przetrwać. Za każdym razem, gdy Trzy Lwy ruszały do przodu, finisz był na tyle precyzyjny, by uciszyć narastający ryk. <h2>Eleganckie pożegnanie Aguirre</h2> Na ławce odchodzący selekcjoner Meksyku <a href="__NEWS_ENTITY_LINK_5__">Javier Aguirre</a> zabrał głos w wyraźnie innym tonie niż frustracja, która rozbrzmiewała poza stadionem. Wielkoduszny w porażce, odmówił ukrywania się za wymówkami i zamiast tego pochwalił poziom, jaki Anglia osiągnęła, gdy na tym zależało. „Nie mam nic do zarzucenia mojej drużynie” — powiedział Aguirre. „Zrobiliśmy wszystko, co było w naszej mocy, a oni są świetną drużyną. To najwyższy poziom — nie można popełniać błędów, bo drogo się za to płaci.” Przyznał się do taktycznego ryzyka, jakie podjął po czerwonej kartce Quansaha, gdy Meksyk wprowadził rezerwowych do ataku, by wykorzystać przewagę liczebną, i uznał, że plan nie przyniósł przełamania, którego potrzebowali. W jego słowach słychać było ból, zwłaszcza u trenera, który miał nadzieję pożegnać się zwycięstwem przed własnymi kibicami. „Zaryzykowaliśmy przy zmianach, aby wykorzystać przewagę liczebną, ale nam się to nie udało” — dodał. „Chciałbym pożegnać się ze swoimi ludźmi zwycięstwem — żeby wszyscy byli zadowoleni. Boli. Bardzo boli. Nie będę szukał wymówek; porażka to porażka. Strzelili trzy gole z czterech lub pięciu strzałów, podczas gdy my mieliśmy 18 strzałów — sześć lub siedem celnych — ale to nie ma znaczenia. Przegraliśmy. Przeciwnik nie popełnił przeciwko nam żadnych błędów. Życzymy im wspaniałego Mundialu.” Dla widzów oglądających sceny po meczu wyraźnie wyróżniała się szczerość Aguirre’go. Wymieniał różnice bez goryczy, przedstawiając Anglię jako zespół zasługujący na szacunek, i opuścił turniej z nienaruszoną godnością, nawet gdy kampania Meksyku zakończyła się bolesnym rozczarowaniem. <h2>Gniewny sprzeciw Borgettiego</h2> Nie wszyscy podzielali tę powściągliwość. Jared Borgetti, trzeci najlepszy strzelec w historii Meksyku i jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci ofensywnych w kraju, jasno dał do zrozumienia, że opuszcza Aztekę smutny i wściekły uważam, że Meksyk zasłużył na więcej. Byliśmy gotowi na więcej. Czasem nie wychodzi tak, jak chcesz, jak zaplanowałeś, i myślę, że czasem trochę brakuje szczęścia, prawda?” Ta opinia szybko przebiła się przez meksykańską piłkę nożną. Tam, gdzie Aguirre widział elitarną grę Anglii, Borgetti dostrzegał drużynę, która naprawdę nie zasłużyła na awans do ćwierćfinału. Kwestionował, czy Trzy Lwy „zasłużyły” na awans po występie, który — jak wyraźnie sądził — nie dorównywał okazji, na którą Meksyk się przygotował. Z perspektywy transmisji podział był fascynujący. Jeden głos mierzył mecz błędami i przewagami; drugi mierzył go przez pryzmat sprawiedliwości i szans. Obaj komentowali te same 90 minut, a jednak brzmieli jak podsumowania zupełnie innych spotkań. <h2>Anglia idzie dalej, debata wokół Meksyku trwa</h2> Dla Anglii wnioski są prostsze. Zespół Tuchela pokonał kolejne wrogie środowisko, odpowiedział na przeciwności indywidualną klasą i podtrzymał dążenie do pierwszego ważnego trofeum od 1966 roku. Zajmując czwarte miejsce w światowym rankingu, trafia do ćwierćfinału z rozpędem opartym na odporności równie mocno jak na dominacji. Meksyk, sklasyfikowany na piętnastym miejscu i występujący jako współgospodarz, opuszcza turniej z liczbami, które będą podsycać dyskusje przez tygodnie: przewaga w liczbie strzałów, przewaga w posiadaniu piłki w piecu, który miał być ich twierdzą, a na koniec tylko eliminacja. Frustracja Borgettiego odbije się echem w kibicach, którzy czuli, jak mecz w najokrutniejszy sposób im umyka. Gracja Aguirre zostanie zapamiętana przez tych, którym zależy na tym, jak kończy się kampania, tak samo jak na tym, jak długo trwa. <a href="__NEWS_ENTITY_LINK_6__">Mistrzostwa Świata</a> idą dalej, lecz na Aztece nadal unosi się wrażenie — że Anglia przetrwała, Meksyk naciskał i nie wszyscy zgadzają się co do tego, która strona naprawdę zasłużyła na ten wieczór.